

| Europejskie spoiwo | ||
| Rozmowa z RÓŻĄ THUN, szefową Reprezentacji Komisji Europejskiej w Polsce | ||
![]() |
Jak należy się do Pani zwracać? Pani Ambasador? - Najlepiej chyba po prostu Pani Różo... To nie ma większego znaczenia. A mówiąc poważnie - nie można być ambasadorem u siebie. Odkąd Polska weszła do Unii, Komisja Europejska jest naszą instytucją, a ambasador jest wysłannikiem obcego kraju. Od 1 września jestem przedstawicielem Komisji Europejskiej w Polsce. I to jest mój właściwy tytuł. Chciałabym, żeby moje biuro zmieniło nazwę z "Reprezentacji" na "Przedstawicielstwo". Ale nie wiem czy to się uda. Znaczenie niby podobne, ale tu niuanse są ważne. Dużo czasu spędza Pani na 29. piętrze Centrum Finansowego w Warszawie, gdzie mieści się obecnie siedziba Reprezentacji? - We wrześniu i w październiku dużo wyjeżdżałam. Byłam na szkoleniu w Brukseli, żeby nauczyć się jak najlepiej docierać z informacją do odbiorców w Polsce, a także jak informować Brukselę o tym, co mówi nasza opinia publiczna. Na szkoleniu musiałam poznać funkcjonowanie dyrekcji generalnej ds. Prasy i Komunikacji, której częścią jesteśmy. Poznałam ludzi, z którymi na co dzień współpracujemy oraz zasady komunikowania się z Brukselą. Jest to dla mnie bardzo ważne, bo nigdy wcześniej nie pracowałam w żadnym urzędzie. Pani poprzednik, Bruno Dethomas, był Francuzem i nie mówił po polsku. Dziś Reprezentacja Komisji jest wyraźnie spolonizowana. - Jesteśmy przedstawicielami Komisji, instytucji wspólnotowej, pracownicy naszego biura mogą być obywatelami różnych krajów, ale muszą mówić płynnie po polsku. Jeszcze rok temu, kiedy się tu przychodziło, trzeba było rozmawiać po francusku, angielsku czy po niemiecku. Dziś można mówić po polsku. Zresztą prawie we wszystkich krajach UE przedstawicielami Komisji są osoby reprezentujące narodowość kraju, w którym urzędują. Niedługo czeka nas rozszerzenie naszego zespołu o dziewięć osób. Kryterium rekrutacji nie będzie jednak narodowość, tylko znajomość m.in. znajomość języka polskiego. Wynika to m. in. ze zmiany charakteru Przedstawicielstwa w Polsce. O ile wcześniej, przed naszym wejściem do UE, zajmowało się ono głównie rozdziałem środków PHARE, o tyle obecnie najważniejszym zadaniem jest kontakt ze społeczeństwem. Reprezentacja uległa też wyraźnej feminizacji. Można powiedzieć, że Europę "wprowadzają" w Polsce kobiety... - Rzeczywiście, oprócz mnie w naszym zespole Anna Zalewska-Urbańczyk odpowiada za prasę, Marzenna Guz-Vetter - za politykę, a Hanna Jeziorańska - za komunikację społeczną. Częstym naszym gościem jest polska komisarz ds. polityki regionalnej, Danuta Huebner. Też mówi płynnie po polsku... Znając Panią z czasów, gdy była Pani szefową Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana, nie przypuszczam, by dała się Pani zamknąć w szklanym wieżowcu. - Tylko w tym krótkim czasie byłyśmy już m. in. w Zielonej Górze, Gnieźnie, Opolu, Gorzowie, Bytomiu, czy Grodzisku Mazowieckim, a za granicą w Berlinie, Bratysławie i Kijowie. Moja szefowa, Szwedka Margot Wallström, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, odpowiedzialna za stosunki instytucjonalne i strategię komunikowania, kładzie duży nacisk na hasło "go local", czyli wybieranie się z Brukseli do Warszawy, Lizbony, czy Paryża. Dla mnie hasło to oznacza wyjazd w teren - z Warszawy do Kielc czy Raciborza. Zresztą w Europie często używamy tych samych słów, a w rzeczywistości mówimy o czymś innym. Mnie zależy na skracaniu dystansu między instytucją europejską, jaką jesteśmy, a społeczeństwami lokalnymi w całej Polsce. Na czym polegać ma debata europejska, proponowana przez Komisję? - Przed miesiącem komisarz Wallström ogłosiła "Plan D" (demokracja, dialog, debata) określający podstawy dla szeroko zakrojonej debaty o przyszłości Europy, która ma zostać przeprowadzona w najbliższych miesiącach. Chodzi o dialog ze społeczeństwem i słuchanie tego, co ludzie mówią i czego oczekują od Europy. W Reprezentacji przygotowujemy właśnie nasz "plan działań" na przyszły rok. Jego linią przewodnią ma być słuchanie społeczeństwa, komunikowanie się z nim i zaangażowanie go w debatę o przyszłości Europy. Komisarz Wallström często powtarza, że trzeba słuchać obywateli i odpowiadać na ich pytania, reagować na to, czego obywatele nie wiedzą, tłumaczyć to, czego nie rozumieją, wyjaśniać nieporozumienia. Jak wygląda na co dzień Pani praca? - Codziennie o 10 rano mamy wideo konferencje z rzecznikami Komisji oraz rzecznikami prasowymi przedstawicielstw w 25 krajach UE. Chcemy zapraszać dziennikarzy na codzienne konferencje prasowe, transmitowane z Komisji Europejskiej w Brukseli przez kanał EBS. Chcę, by drzwi do naszego biura otwierały się jak najczęściej. W stosunku do Brukseli naszą rolą jest ułatwianie kontaktu z przedstawicielami polskiego rządu, pomoc mediom w zdobywaniu informacji. Sugerujemy np., jaki tematy mogą być ciekawe, ważne, trudne, czasem przybliżamy charakter osób informując np., czy konieczni będą tłumacze, czy ktoś ma dzieci czy nie... Jako szefowa Fundacji Schumana również przez wiele lat zajmowała się Pani debatą europejską. Czy obecnie zainteresowanie nią wzrosło czy zmalało? - W Fundacji organizowaliśmy m. in. debatę na temat konstytucji europejskiej. W Polsce, przynajmniej na razie, nie będzie referendum w tej sprawie. Teraz jest czas na refleksję. Debata europejska skupia się nad przyszłością Europy. Trzeba też sobie zadać pytanie, czy też przypomnieć sobie, co jest spoiwem europejskim. Warto pamiętać, że narodowe polityki najłatwiej zrealizować można za pomocą Unii Europejskiej. Jak tłumaczy Pani w Brukseli wynik ostatnich wyborów i zwycięstwo ugrupowań eurosceptycznych, które głoszą hasła rewizji traktatu akcesyjnego czy konieczności przeprowadzenia referendum w sprawie euro? - Wynik ostatnich wyborów w Polsce pokazał bardzo mocne poparcie dla programu socjalnego zwycięskiej partii - PiS. Na razie nikt na serio nie rewiduje traktatu akcesyjnego, ale pomówmy na serio, jak planujemy wspólną przyszłość. Solidarna Europa to jest jedna z głównych linii UE. To może być bardzo ważny głos Polski w debacie europejskiej - solidarność na poziomie europejskim, a nie tylko narodowym. Solidarność europejska i socjalna Europa to bardzo nośne hasła. W Komisji Europejskiej są ludzie bardzo zainteresowani rozmową na ten właśnie temat. W takim kierunku powinniśmy zmierzać. Ta debata - polityka bardziej socjalna, czy bardziej liberalna - toczy się nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. We Francji miała wpływ na wynik referendum w sprawie konstytucji... - Dlatego też chciałabym, by debata polska toczyła się na poziomie europejskim. I to nie w opozycji socjalno - liberalnej, tylko o solidarności europejskiej. To temat, który ma wiele płaszczyzn i wymiarów. Ważne jest, by polski głos był słyszalny. Europa solidarna to było zawsze hasło europejskie. Nie chodzi o to, kto będzie głośniej mówił, że jest solidarny. Na tym temacie można budować rozmowę o Europie. Jeśli Francuzi rozumieją pod tym hasłem coś innego, niż my, to bardzo dobrze, porozmawiajmy o tym. Czy pierwsze posunięcia nowego rządu nie wywołały zaniepokojenia w Brukseli? - W Brukseli pierwsza reakcja polega na poszukiwaniu tematów, jakie mogą być wspólne dla Komisji i Polski. Ja unikam tematów dzielących - zawsze szukam tego, co łączy, a nie tego, co dzieli. Tych elementów jest dużo. Nie skupiajmy się na tym, co idzie źle i się nie udaje, zauważmy to, co się udaje i na czym można dalej budować. W Europie wszyscy zawsze zyskują, kiedy udaje się zawrzeć kompromis. Rozmawiali: Maria Graczyk i Roman Gutkowski 23.11.2005.
|
|
All content Copyright © 2003-2004 MG Media. All Rights Reserved.
|
|
Serwis współfinansowany przez UKIE
|