 |
Rozmowa z ALEKSANDREM KWAŚNIEWSKIM, prezydentem Rzeczypospolitej
Polskiej
Położenie Polski pomiędzy Rosją a Niemcami nie jest łatwe. W Polsce
wciąż mowa jest o tym, że zamierzacie być pomostem w UE pomiędzy Wschodem
i Zachodem. Tymczasem dostrzegam - pokazało to ostatnie spotkanie pomiędzy
Chirakiem, Schroederem i Putinem - raczej oś Paryż-Berlin-Moskwa. Czy
niepokoi to Polskę?
- Mam nadzieję, że w tym przypadku nie chodzi o oś. Nie chcę też intelektualnie
wracać do połowy ubiegłego wieku. Po raz pierwszy od 1000 lat znaleźliśmy
się z Niemcami we wspólnym systemie sojuszów, tj. w NATO i w UE. To dobrze
rokuje na przyszłość.
Ale co Polska może zaoferować UE w polityce wschodniej?
- Jeżeli możemy być pomocni, to raczej w stosunkach pomiędzy UE i Ukrainą,
pomiędzy UE i Mołdową, czy krajami bałtyckimi. Ponadto Polska jest ważna
dla małych krajów wschodnioeuropejskich dla wymiany doświadczeń.
Utrzymuje Pan bliskie kontakty z Kuczmą. Nie przynosi to jednak
żadnych widocznych owoców.
- Prawie od 10 lat mam bardzo dobre kontakty z Kuczmą. I dostrzegam tego
owoce: Ukraina krok po kroku podąża drogą współpracy z Zachodem. Jest
też bardziej demokratyczna, aniżeli 10 lat temu. Mamy też za sobą ważne
kroki w dziele polsko-ukraińskiego pojednania.
Czy Bruksela jest winna temu, że Kuczma powiewa jak chorągiewka
pomiędzy Rosją i UE?
- Nie. Kuczma prowadzi jedyną możliwą na Ukrainie politykę. Ta polityka
balansowania pomiędzy Rosją i UE będzie też polityką jego następców. O
tym jestem przekonany.
Bo Ukraina jest rozdarta wewnętrznie pomiędzy Wschodem i Zachodem?
- Ponieważ kraj jest rozdarty i ponieważ Ukraina ma zbyt wiele związków
z Rosją, żeby mogła je przerwać. Jeżeli chcemy, żeby szala przechyliła
się w kierunku UE, musimy Ukrainie pomóc. Moim zdaniem UE w ostatnich
latach niewiele się do tego przyczyniła. Bardzo nad tym ubolewam.
Polska utrzymuje w Iraku wbrew woli społeczeństwa własny kontyngent
wojskowy. Czy może nam Pan to wytłumaczyć?
- Od samego początku jednoznacznie popieraliśmy walkę z terroryzmem. Ponieważ
przekonani jesteśmy co do zagrożenia, jakie on stanowi, przyjęliśmy amerykańskie
argumenty, że Irak, czyli Saddam Husajn, stanowią siedlisko terroryzmu.
Jestem zresztą przekonany, że świat jest dziś
bezpieczniejszy bez Saddama Husajna, aniżeli z nim.
Opinia publiczna zawsze jest przeciwko wojnie. Poza tym to niebezpieczne
zadanie. Ważne jest dla mnie to, jak zaangażowanie w Iraku zostanie ocenione
za kilka lat.
- Trzeba przypomnieć, że 1 września 1939 r. Polska została zaatakowana
przez faszystowskie Niemcy. Wierność sojusznicza nakazała Francji i Wielkiej
Brytanii wypowiedzenie wojny Niemcom w dniu 3 września. Za deklaracją
nie poszły jednak żadne czyny. Lekcja, jaką odebraliśmy z historii, nauczyła
nas nie bać się czynów. Czasami po prostu trzeba "umierać za Gdańsk".
Polska jak dotychczas nie uzyskała prawie żadnych korzyści ze
swojego zaangażowania w Iraku, co ostatnio skrytykował Pan w "New
York Times". Czy należy to rozumieć jako początek
dystansowania się Polski wobec polityki amerykańskiej?
- Nie. USA traktujemy jako ważnego sojusznika i jesteśmy dumni z tego,
że w naszej współpracy możemy otwarcie powiedzieć, co nam się w niej nie
podoba. A nie podoba nam się kilka rzeczy. Poczynając od odbudowy Iraku,
gdzie Amerykanie nieco jednostronnie rozdzielają kontrakty, aż po kwestie
wizowe, które są ważne dla przeciętnego Polaka. Od początku przestrzegałem
Busha przed polityką amerykańskiej dominacji w Iraku i na całym świecie.
Podział na "nową" i "starą" Europę, dokonany przez
Rumsfelda, uważam za polityczny błąd.
Czy list sześciu płatników netto, którzy składki do budżetu chcą
ograniczyć do 1% unijnego PKB jest dla Polski do zaakceptowania?
- Trzeba to najpierw wyliczyć i określić, co chcemy wspólnie zrobić. Jednakże
sens UE 25 krajów polega moim zdaniem na tym, by zmniejszać panujące w
Unii różnice w rozwoju. Leży to przecież w interesie wszystkich.
Co Pan powie na temat sporu wokół harmonizacji podatków? Francuski
minister finansów Nicolas Sarkozy niedawno zagroził, że dumping podatkowy
będzie karany utratą świadczeń z funduszy pomocy regionalnej.
- Po pierwsze nie ma żadnego dumpingu podatkowego. Nie mamy na razie żadnych
innych alternatyw, aniżeli stworzenie dobrego klimatu dla inwestycji zagranicznych.
Nasza polityka podatkowa stanowi dziś o atrakcyjności naszej lokalizacji
dla gospodarki. Europa Zachodnia powinna zrozumieć, że Polska i inne kraje
wschodnioeuropejskie nie otrzymały takiego zastrzyku finansowego, jakim
po II wojnie światowej był Plan Marshalla dla Zachodu. Przez 50 lat Europa
Zachodnia uznawała, że nasz region należy do strefy wpływów ZSRR i pogodziła
się z tym w jakimś sensie dla własnej wygody.
Z końcem 2005 roku kończy się Pańska druga kadencja. Co potem?
- Nie snuję dalekosiężnych planów, gdyż nie chcę, by odciągało mnie to
od aktualnie sprawowanego urzędu. Wyobrażałbym sobie zarówno karierę międzynarodową,
jak i sprawowanie jakiejś funkcji społecznej w Polsce. W 2005 r. upłynie
20 lat, odkąd zostałem ministrem. 20 lat to dużo i przerwa by nie zaszkodziła.
Nie mam w głowie żadnego planu swojej kariery, zapewniam jednak, że jestem
do dyspozycji.
Rozmawiał: Paul Flueckiger
*
Jest to fragment wywiadu, który ukazał się najpierw w "Neue Zuericher
Zeitung am Sonntag", 12 września 2004 r.
wstecz
|