Diagnoza francuskiego "Non"

Rozmowa z Ambasadorem Republiki Francuskiej w Polsce, Pierre'em MÉNAT

Czy może Pan powiedzieć kilka słów o powodach francuskiego "Non", czy wynika ono z przyczyn europejskich czy raczej z wewnętrznych?

- Co do europejskich przyczyn, to myślę, że można powiedzieć, że sposób, w jaki oba narody - francuski i holenderski - wypowiedziały się w sprawie traktatu europejskiego, a w każdym razie naród francuski, wskazuje na ich oddalenie od kierunku, w jakim zdąża Europa. Dla jednych Europa jest zbyt obecna, dla innych za mało obecna. To potwierdza diagnozę, którą już postawiliśmy, choć może nie tak mocno, że między sposobem, w jaki obywatele odbierają Europę i potrzebą Europy, a także sposobem, w jaki Europa jest kierowana, istnieje różnica, nad którą należy się pochylić.

Może Europa biegnie zbyt szybko?

- Rozszerzenie może być szybkie, powiedziałbym nawet zbyt szybkie, trudne do zarządzania. Do tego dochodzą takie zjawiska, jak konkurencja i delokalizacje. Wszystko to tworzy pewną całość, która wywołuje niepokoje i obawy, a te z kolei zostały tak dobitnie wyrażone.

W języku polskim mamy taki zwrot "strachy na Lachy"...

- Tak, ale one istnieją.

A polski hydraulik? Ostatnio czytałem artykuł w prasie francuskiej, z którego wynika, że ten hydraulik jest raczej w Anglii niż we Francji. Co Pan o tym sądzi?

- Po pierwsze, chciałbym powiedzieć, że trochę żałuję, iż posłużono się takim uproszczeniem, zarówno w stosunku do hydraulików, którzy mają tak sympatyczny zawód, a po drugie wobec Polaków. Uważam, że to szkoda. Dlatego trzeba, zamiast mówić o tym zawodzie, zastanowić się nad samym zjawiskiem. Jest ono interesujące, ponieważ pozwala zmierzyć, jak dalekie są obawy od rzeczywistości. Dlaczego dzisiaj są we Francji polscy pracownicy? Są tacy, którzy pracują legalnie, w ramach umowy o zatrudnieniu i są akceptowani bez zastrzeżeń. Ale jest także to, co nazywane jest swobodą świadczenia usług, w ramach której przedsiębiorstwa z krajów członkowskich, w tym także nowych państw członkowskich, mogą swobodnie świadczyć usługi we Francji. Ale są ograniczenia czasowe. Najpierw przedsiębiorstwa polskie podpisują kontrakt o świadczeniu usług, na podstawie którego mogą zatrudnić pewną liczbę pracowników, na ograniczony okres. W rzeczywistości zdarza się często, że pracownicy ci zostają w krajach Unii Europejskiej, np. we Francji i pracują nielegalnie. Tu pojawia się problem. Po pierwsze, bo jest to praca nielegalna, po drugie - jest to nieuczciwa konkurencja, gdyż pracują na warunkach prawa polskiego i po trzecie - nie jest to dobre wyjście dla Polaków. Natomiast jest w toku proces otwierania, na legalnych warunkach, rynku francuskiego. Nie mogę powiedzieć, jak szybko będzie on postępował. Ustalane są daty, które państwo znacie i te daty będą przestrzegane.

Mówi się, że we Francji jest 2,5 miliona bezrobotnych i jednocześnie 250 tysięcy wolnych miejsc pracy, właśnie w usługach.

- Prawie 300 tysięcy. W wielu sektorach - w hotelarstwie, gastronomii, budownictwie. Sprawa jest rozważana. Nie wiem, jaki będzie końcowy efekt, ale jest to temat, który powinien przyciągnąć naszą uwagę. Sprawa inaczej wygląda z punktu widzenia Polaków. Zamiast pracować nielegalnie i z mniejszymi przywilejami, będą mogli uzyskać większą stabilność i lepsze wynagrodzenie, a także korzystniejsze warunki socjalne.

W Polsce mówi się, że polski hydraulik we Francji to postać mityczna. Polacy natomiast robią zakupy we francuskich supermarketach...

- W polskich supermarketach!

Géant, Carrefour działają w Polsce.

- Wszystko to odbywa się w warunkach całkowicie legalnych. Ponadto jest to wybór. Najpierw wybór ze strony przedsiębiorstw, które się zainstalowały w Polsce, zainwestowały pieniądze i zatrudniają Polaków - przypominam ponadto, że przedsiębiorstwa francuskie stworzyły ponad 150 tysięcy miejsc pracy w Polsce - a następnie wybór konsumentów, którzy korzystają z tych centrów handlowych.

Nie widzi Pan sprzeczności między słynną delokalizacją a inwestycjami francuskimi w Polsce?

- To zawiły problem. Delokalizacja dotyczy przedsiębiorstwa, które istnieje we Francji i jest zamykane po to, by działać za granicą. Czegoś takiego nie ma w Polsce wiele. Natomiast przedsiębiorstwo, które wiele inwestowało we Francji i zainwestuje w Polsce, co pozwoli mu rozwinąć działalność, pozwoli także zwiększyć zatrudnienie we Francji. Stąd tworzenie miejsc pracy w Polsce wspomaga rozwój gospodarczy w Europie, konsumpcję w Polsce, a wreszcie, ponieważ firma ma swoją bazę we Francji, pozwoli to jej zwiększyć działalność we Francji. Stworzyć miejsca pracy we Francji. Dlatego taka sytuacja jest pozytywna. I myślę, że nie ma tu sprzeczności. Istnieje ona w umysłach, ponieważ trochę myli się te dwa zjawiska.

Jaka przyszłość czeka europejską konstytucję po dwóch "nie"?

- Trudno w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie. Wie Pan, co powiedział Prezydent Republiki. Zresztą Prezydent napisał do Prezydenta Kwaśniewskiego list, w którym mówi on, że chcielibyśmy kontynuacji procesu ratyfikacji. Proces ratyfikacji został postanowiony, wszystko jest jasne, naród francuski zajął stanowisko i chcemy, aby uszanowano tę decyzję, ponadto my musimy szanować decyzję innych narodów. Dlatego te decyzje muszą zostać podjęte przy pełnej wolności. Tak było postanowione w czasie podpisywania traktatu konstytucyjnego. Proces ratyfikacji został postanowiony, musi więc być kontynuowany, a jego bilans przeprowadzony w dwa lata po jego podpisaniu. Wtedy Rada Europejska zastanowi się nad powstałą sytuacją.

Jakie były powody dwóch "nie" właśnie wśród krajów założycielskich Unii Europejskiej?

- To kalendarzowy zbieg okoliczności. Jeśli chcemy szukać wspólnej przyczyny, to należą do nich obawy, o których już mówiliśmy, bardzo mocne przesłania, które zostały wyrażone. Ponadto, powstaje wrażenie, że Europa się zmieniła. Przynajmniej w stosunku do Europy założycieli, która była wielką przygodą, o duchu europejskim. Być może powstało wrażenie, że ten duch europejski, ten model europejski, jest dzisiaj trudny do pogodzenia i trudny do przekonania.

Wraz z rozszerzeniem...

- Z roszerzeniami! Ale powiedziałbym, że jest pewna liczba rozszerzeń, które z upływem czasu stały się sukcesem. Nie należy, moim zdaniem, potępiać rozszerzenia i oskarżać go o całe zło. Trzeba dostarczyć środków, aby rozszerzenie się powiodło. Tak, jak powiodło się rozszerzenie w Hiszpanii i Portugalii. Gdy bierzemy pod uwagę przykłady Portugalii, Irlandii, Grecji, Hiszpanii, to problemy były podobne. Może nie aż takich rozmiarów, ale tego samego rodzaju. I te problemy zostały rozwiązane.

Co Pan sądzi o inicjatywie kanclerza Schrödera, zakładającej powstanie twardego jądra? Czy byłoby to możliwe?

- To, co mogę powiedzieć, to to, że traktat zawiera uregulowania mówiące o wzmocnionej współpracy. Mogą z nich korzystać ci, którzy chcą. Nie tylko najstarsi członkowie Unii. Może się to odnosić do nowych członków, na przykład w dziedzinie obronności, spraw wewnętrznych i sprawiedliwości.

Jakie są szanse negocjacji budżetowych?

- Te negocjacje są bardzo trudne. Znajdujemy się w fazie, w której stanowiska uległy pewnej radykalizacji, mówi się o wecie...

A stanowisko Francji i Holandii?

- Problem negocjacji budżetowych tkwi w liczbie tematów. Mamy wspólne stanowisko z Holandią i innymi krajami, co do konieczności ograniczenia wydatków. Natomiast Holandia ma problem dotyczący jej wpłat do budżetu. Domaga się mechanizmów, których my sobie nie życzymy. Oczywiście, byłoby bardzo wskazane, aby problem został rozwiązany teraz, a jeśli nie, to będzie trzeba kontynuować dyskusję pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii. O ile wykazana zostanie dobra wola, to dojdziemy do porozumienia.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Roman Gutkowski

7.06.2005.


wstecz

 

All content Copyright © 2003-2004 MG Media. All Rights Reserved.
Wydawca: Maria Graczyk, MG Media; Redaktor Naczelny: Roman Gutkowski; Informacje: info@europolityka.pl

Serwis współfinansowany przez UKIE
Serwis hostowany przez firmę NorKon
Webmaster Piotr Gessek