 |
-
Będę tego projektu bronił do końca - powiedział deputowanym do Parlamentu
Europejskiego komisarz Charlie Mc Creevy wezwany przez nich do udzielenia
wyjaśnień w sprawie dyrektywy usługowej, zwanej dyrektywą Bolkesteina.
Europosłowie domagali się jasnego stanowiska Komisji po niedawnym oświadczeniu
José Barroso, wedle którego dyrektywa w obecnym kształcie nie ma szans
na poparcie państw członkowskich i wymaga modyfikacji.
Przedmiotem zainteresowania deputowanych był m. in. zakres planowanych
zmian. Zdaniem posła sprawozdawcy, Pani Evelyne Gebhardt (Partia socjalistyczna,
Niemcy), Komisja może jedynie całkowicie wycofać projekt (czego domagało
się wielu uczestników debaty) i przedłożyć nową propozycję, albo też poczekać
na zakończenie prac Parlamentu Europejskiego w pierwszym czytaniu i zgłosić
zmiany uwzględniające zalecenia deputowanych.
Komisja nie zamierza jednak wycofywać projektu. Komisarz Mc Creevy okazał
się w tej kwestii zdeterminowany. Nie wyjaśnił jednak, w jakim trybie
Komisja chce wprowadzić zmiany do projektu. Przypomniał jedynie wcześniej
składane oświadczenia: dyrektywa mająca na celu zapewnienie swobodnego
przepływu usług w ramach rynku wewnętrznego nie obejmie usług o charakterze
socjalnym ani usług zdrowotnych. Nic nie wskazuje na to, że Komisja zrezygnuje
z podstawowej i najbardziej krytykowanej dla dyrektywy zasady państwa
pochodzenia (wg której same usługi i osoby lub firmy świadczące je zagranicą
będą w dużej mierze podlegać przepisom państwa, w którym usługodawca ma
swoją siedzibę) i nadal nie wiadomo, czy Komisja zaproponuje istotne zmiany
dotyczące jej stosowania.
Marie Anne ISLER BÉGUIN (Zieloni, Francja) przypomniała emocje, jakie
projekt dyrektywy budzi w jej kraju, przede wszystkim z powodu zasady
kraju pochodzenia - zdaniem niektórych dającej prawna gwarancję dumpingu
socjalnego w Europie. Zdaniem francuskiej posłanki Komisja, upierając
się przy tej zasadzie, wzmacnia nieufność obywateli wobec UE i popycha
ich w stronę "Nie" w referendum w sprawie konstytucji europejskiej.
Podobnego zdania byli inni mówcy z Francji.
Przeciwną opinię przedstawił Michał Kamiński (Unia na Rzecz Europy Ojczyzn).
Jego zdaniem żądanie wycofania dyrektywy ma na celu zamknięcie rynku usług
przed nowymi krajami członkowskimi. - Gdzie byliście, gdy wielkie koncerny
wchodziły na rynki tych krajów przyczyniając się do wzrostu bezrobocia
- pytał retorycznie poseł z Polski. - Wtedy broniliście wolnego rynku.
Wolna Europa to Europa wolna dla wszystkich - podsumował. Poparcia udzielił
mu Malcolm Harbour (chrześcijański demokrata, Wielka Brytania) dziękując
komisarzowi Mc Creevy za przypomnienie pozytywnych stron dyrektywy, która
ma pomóc w stworzeniu nowych miejsc pracy.
Najłatwiej jest nie zmieniać nic - powiedział na koniec przedstawiciel
Komisji Europejskiej. Ale gospodarka UE nie może sobie, jego zdaniem,
pozwolić na status quo. Potrzebuje nowej dynamiki i ożywienia. Nie trzeba
być laureatem nagrody Nobla, by zauważyć, że jeżeli jakaś dziedzina stanowi
70 proc. rynku, to właśnie od niej należy zacząć - bronił decyzji w sprawie
świadczenia usług komisarz. Nie możemy wciąż bronić tych, którzy są już
wewnątrz i zamykać się na tych, którzy nadal pozostają na zewnątrz - powiedział
odnosząc się do wypowiedzi Michała Kamińskiego. Jego zdaniem dyrektywa
usługowa pozwoli znaleźć prace i uwolnić się z wykluczenia społecznego
obywatelom UE, również tym z nowych państw członkowskich. Wszystkim należy
zapewnić te same szanse.
Dział Prasowy
Strasburg, Parlament Europejski, 8 marca 2005.
wstecz
|