 |
Szef
Komisji Europejskiej, Romano PRODI i komisarz ds. rozszerzenia, Günter
VERHEUGEN przedstawili eurodeputowanym raport oceniający zdolność Turcji
do członkostwa w UE. Ma on pomóc rządom Unii w podjęciu decyzji o rozpoczęciu
negocjacji członkowskich z Ankarą. Zapadnie ona 17 grudnia na szczycie
w Brukseli. Komisja rekomenduje Radzie rozpoczęcie rokowań z Ankarą.
Romano Prodi podkreślił, że komisyjne "tak" dla rozpoczęcia
negocjacji jest warunkowe i nie przesądza o pozytywnym ich zakończeniu
oraz, że ostateczna decyzja należy do państw członkowskich. Günter Verheugen
zadeklarował, że celem Komisji jest powitanie w gronie członków UE Rumunii
i Bułgarii w 2007 r. Zapowiedział też rozpoczęcie negocjacji z Chorwacją
w 2005 r. Eurodeputowani w większości poparli stanowisko Komisji w sprawie
Turcji, choć niektórzy uznali, że autorzy raportu zbyt tolerancyjnie potraktowali
kwestię poszanowania praw człowieka w tym kraju.
Raport okresowy w sprawie Turcji wskazuje postępy poczynione przez Ankarę
i zalety wynikające z przystąpienia tego kraju do UE, ale też nie ukrywa,
że droga do członkostwa jest daleka. Zakłada, że Turcja nie przystąpi
do UE przed 2014-2015 rokiem. Raport podkreśla, że decyzja w sprawie członkostwa
Turcji w UE to wyzwanie dla obu stron. Skupia się na ocenie sytuacji w
Turcji zgodnie z modelem znanych wcześniej raportów okresowych poświęconych
innym kandydatom. Nie dokonuje jednak szczegółowej i długoterminowej analizy
zdolności UE do przyjęcia tego 70-milionowego kraju.
Autorzy przyznają, że wciąż brak odpowiedzi na wiele zasadniczych pytań
o przyszłość samej UE: jaki będzie przyszły kształt unijnych polityk,
głównie regionalnej i rolnej. Przystąpienie Turcji do UE powinno, zdaniem
autorów, być korzystne dla UE, pod warunkiem jednak, że Ankara podejmie
dalsze wysiłki nie tylko w dziedzinie reform gospodarczych, ale i politycznych,
zwłaszcza odnośnie praw człowieka. Raport sugeruje przyjęcie wobec tego
kandydata specyficznych rozwiązań, m.in. w zakresie polityki spójności
i dostępu Turków do unijnego rynku pracy. W obu tych dziedzinach ograniczenia
wobec Turcji miałyby być większe niż względem innych kandydatów do członkostwa.
Zdaniem autorów, członkostwo Turcji w UE, poza korzyściami gospodarczymi,
byłoby też pozytywne dla UE w kontekście jej dobrych stosunków i wpływów
politycznych w regionach: Bałkanów, Środkowej Azji i Kaukazu, Bliskiego
Wschodu, i wschodniej części obszaru śródziemnomorskiego. Komisja zauważa
jednocześnie, że przez niektóre kraje, w pierwszym rzędzie Ukrainę, Mołdowę
i Białoruś, przystąpienie Turcji do UE mogłoby zostać odebrane jako otwarcie
perspektywy ich własnego członkostwa.
Komisja przedstawiła też wstępną analizę konsekwencji członkostwa Turcji
dla budżetu i instytucji UE podkreślając, że opiera się w swoich szacunkach
na "obecnym stanie wiedzy". Wpływ członkostwa Turcji na kształt
Komisji Europejskiej powinien być niewielki, bo od 2014 r. liczba komisarzy
zostanie ograniczona. Pojawienie się przedstawicieli Ankary w Radzie sprawi,
zdaniem Komisji, że łatwiejsze będzie uzyskanie mniejszości blokującej
przez "małą liczbę większych państw". Przystąpienie 70-milionowej
Turcji będzie miało zasadnicze znaczenie dla podziału miejsc w Parlamencie
Europejskim. Projekt Konstytucji przewiduje, że w Parlamencie będzie 750
miejsc. Wiele z nich przypadłoby tureckim deputowanym.
W unijnym budżecie największe koszty przystąpienia Turcji dotyczyłyby
polityk rolnej i spójności. Opierając się na obecnych danych i przyjmując,
że wobec Turcji zastosowano by taki sam mechanizm dochodzenia do pełnych
dopłat w rolnictwie jak przy ostatnim rozszerzeniu, koszt w 2025 roku
wyniósłby 8,2 miliarda euro. Odnośnie pomocy regionalnej Komisja uznała
za "nieprawdopodobne, by w przypadku Turcji zastosowano w przyszłości
takie same mechanizmy i kryteria przyznawania środków jak obecnie".
W sumie, uwzględniając tureckie wpłaty do budżetu UE, przystąpienie Ankary
oznaczałoby dla UE wydatek rzędu 16,5 do 27,9 miliardów euro w 2025 r.
(opierając się na cenach z 2004 r.). Zakładając, że średni wzrost PKB
w UE liczącej 25 członków wyniesie 2,3% w 2025 roku, koszt tureckiego
członkostwa byłby na poziomie 0,1% do 0,17% unijnego PKB.
Romano PRODI zapowiedział też, że wkrótce Komisja przedłoży analizę gospodarczego
wpływu członkostwa Turcji na UE. O taką analizę wystąpił Parlament Europejski.
Oświadczył, że "diagnoza sytuacji w Turcji, na tyle obiektywna i
precyzyjna na ile to możliwe", skłoniła Komisję do udzielenia Radzie
pozytywnej rekomendacji w sprawie rozpoczęcia negocjacji z Turcją, która
jednak obwarowana jest szeregiem warunków. Z prawnego punktu widzenia,
twierdzi Prodi, Turcja wypełnia kryteria kopenhaskie, ale "wiele
jeszcze zostaje do zrobienia" w praktyce, by zbliżyć "turecką
rzeczywistość do tej, która jest udziałem naszych państw". Mimo ogólnie
pozytywnej tendencji i kilku pozytywnych przykładów - reforma kodeksu
karnego i abolicja kary śmierci, niedawna rewizja procesu i uwolnienie
Leili Zana (bojowniczka o prawa mniejszości kurdyjskiej skazana wcześniej
przez sąd w Ankarze na 15 lat więzienia) - Komisja oczekuje dalszych postępów.
PRODI zastrzegł, że "każda przerwa w marszu w stronę demokracji,
praw człowieka, podstawowych swobód i państwa prawa i zasad takich, jakie
panują w UE, spowoduje wstrzymanie negocjacji". "Musimy to jasno
i spokojnie powiedzieć naszym tureckim partnerom" - dodał. Przyznał,
że "prezentowana dzisiaj ocena wpływu członkostwa Turcji jest skromna",
ale wynika to z faktu, że zbyt wiele "podstawowych parametrów, na
przykład tempo wzrostu UE i Turcji, pozostaje niepewnych". Niemniej
jednak już w świetle dostępnych danych jest jasne, że w niektórych dziedzinach
potrzebne będą długie okresy przystosowania do unijnych standardów, konieczne
okażą się "długie okresy przejściowe", a czasem nawet, jak w
przypadku swobodnego przepływu osób, potrzebne mogą się okazać stałe klauzule
ochronne". PRODI uznał też za "niewyobrażalne" rozpoczęcie
negocjacji z Turcją "dotyczących tych części traktatu o przystąpieniu,
które mają skutki finansowe" w oparciu o założenia budżetowe na okres
2007-2013. Mogłoby to nastąpić dopiero później.
Romano PRODI zwrócił się do "Turcji, jej obywateli i rządu"
z apelem o zaufanie, podkreślając, że dzisiejsza decyzja Komisji oznacza
"uznanie dla historycznych aspiracji Turcji, uosabianych przez postać
Ataturka, by w pełni podzielić los i wartości Europy". Europejską
opinię publiczną zapewnił natomiast, że "Unia Europejska, pewna siebie,
wyposażona w konstytucję, powracająca na drogę wzrostu gospodarczego,
czerpiąca siłę ze swego modelu pokoju, dobrobytu i solidarności, nie musi
się obawiać integracji z Turcją".
Günter VERHEUGEN dodał, że "Komisja nie proponuje po prostu otwarcia
negocjacji, ale proces dochodzenia do członkostwa, na który składają się
trzy elementy: kontynuacja reform politycznych (z pomocą UE), negocjacje
członkowskie (z zastrzeżeniem możliwości ich przerwania) oraz udział społeczeństwa
cywilnego w procesie reform". Przyznał, że wiele jeszcze jest do
zrobienia w dziedzinie praw człowieka, ale że postępy są widoczne. Tortury
w więzieniach na przykład nie są już, w jego opinii, "stosowane systematycznie".
Szef grupy Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci) i Europejskich
Demokratów Hans-Gert POETTERING przyznał, że w jego ugrupowaniu występują
różne stanowiska w kwestii członkostwa Turcji. Ale co do jednego wszyscy
są zgodni: "Jeśli Turcja stanie się członkiem Wspólnoty będzie to
inna Wspólnota pod względem demograficznym i geograficznym". Odnosząc
się do wystąpienia G. Verheugena uznał twierdzenie, że "nie stosuje
się już w Turcji tortur w sposób systematyczny" za przykład cynizmu
i za " językową potworność". Podkreślił, że negocjacje nie muszą
automatycznie doprowadzić do członkostwa Turcji. Jego zdaniem UE powinna
być gotowa na ich negatywny finał.
W imieniu Grupy Socjalistycznej, Martin SCHULZ (PSE, DE) opowiedział się
za członkostwem Turcji. Pytał retorycznie: "Czy Unia Europejska chce
kontynuować swoje wysiłki na rzecz pokoju na kontynencie?" Z Turcją
jest to, jego zdaniem, łatwiejsze. W imieniu Grupy Przymierza Liberałów
i Demokratów na rzecz Europy zabrał głos Graham WATSON: "Nic nie
stoi na przeszkodzie, aby państwo kultury islamskiej mogło przestrzegać
kryteriów kopenhaskich. Jeśli teraz odrzucimy Turcję, wszystko, co nam
pozostanie, to nasze piękne słowa i deklaracje bez pokrycia". "Nasze
podstawowe wartości wywodzą się z dziedzictwa judeochrześcijańskiego,
ale nie posiadamy monopolu na demokrację, wolność i sprawiedliwość".
"Nie zdziwię nikogo, gdy powiem, że jesteśmy za otwarciem negocjacji
i za członkostwem Turcji w UE" - powiedział w imieniu Zielonych/ALE
Daniel COHN-BENDIT. Przemawiając w imieniu Grupy Zielonych i Wolnego Przymierza
Europejskiego Francis WURTZ (GUE/NGL, FR) wyraził nadzieję, że rozpoczęcie
negocjacji z Turcją wymusi na Europejczykach dyskusję na temat tego "co
chcemy razem zrobić, jaki jest sens naszego bycia razem" w UE. "Jesteśmy
przeciw wizji Europy białej i chrześcijańskiej" dodał.
Jens-Peter
BONDE (IND/DEM, DK) wyraził opinię, że "Komisja stwierdza, że Turcja
może przystąpić do UE, podczas gdy sama UE nie jest do tego gotowa".
Zapowiedź członkostwa Turcji przeszkodzi, jego zdaniem w przyjęciu konstytucji.
Według niego, "od 2009 Konstytucja uczyni element demograficzny zasadniczym
w funkcjonowaniu UE i małe kraje stracą znaczenie, a wielkie przejmą całą
władzę. Turcja będzie miała podobną pozycję w systemie decyzyjnym do Niemiec".
W opinii Briana CROWLEYA (UEN, IE) "Turcja musi spełnić pewne warunki,
zanim zaczną się negocjacje. Zdaniem Marcina LIBICKIEGO (UEN, PL) negocjacje
członkowskie z Ukrainą nie powinny zacząć się później, niż z Turcją, bo
Ukraina "leży w całości na kontynencie europejskim, a jej zachodnia
część od XIV wieku do 1939 roku była na terytorium państw będących dziś
członkami UE".
Parlament
Europejski
Dział
Prasowy
wstecz
|