 |
- Jakie to polskie interesy nakazują naszemu rządowi uważać przystąpienie
Turcji do Unii Europejskiej za korzystne dla Polski? - pytał szef Centrum
Stosunków Międzynarodowych, Janusz Reiter w czasie seminarium "Śródziemnomorski
wymiar Unii Europejskiej: zadania dla Polski", zorganizowanego 15
września przez CSM we współpracy z Fundacją Adenauera w warszawskiej siedzibie
Business Center Club. - Choćby to, że Turkom zawdzięczamy nie tylko "rachatłukum",
ale także "filiżankę" (z tureckiego: fildżan) - odpowiedział
wicedyrektor Departamentu Europy polskiego MSZ Jerzy Chmielewski.
Odkładana przez wiele lat decyzja w sprawie rozpoczęcia negocjacji członkowskich
z Turcją ma być podjęta w najbliższych tygodniach. Już 6 października
Komisja Europejska oceni, czy Ankara spełnia kryteria polityczne z Kopenhagi,
czyli przestrzega zasad demokracji i państwa prawa. Jeśli odpowiedź będzie
pozytywna, w grudniu przywódcy państw UE jednomyślnie rozstrzygną, czy
rozpocząć w przyszłym roku rozmowy z Turcją.
Wicedyrektor Chmielewski przypomniał, że było to zobowiązanie, przyjęte
bez udziału Polski, w grudniu 2002 roku, czyli przed wejściem naszego
kraju do wspólnoty. "Nie mieliśmy szczególnych problemów ze sformułowaniem
stanowiska w sprawie Turcji. Polska stanowczo poprze decyzję UE podjętą
na podstawie pozytywnego raportu i nie będzie stawiać żadnych dodatkowych
warunków" - zapowiedział Chmielewski, jeden z głównych autorów stanowiska
MSZ w tej kwestii.
Jak podkreślił, "w naszym rachunku braliśmy pod uwagę nie tylko względy
polityczne i strategiczne, ale także konsekwencje ekonomiczne, na tyle,
na ile dzisiaj dają się one przewidzieć. Z racji starego członkostwa w
Sojuszu Północnoatlantyckim, Turcja jest wiarygodnym partnerem. Nie wyobrażamy
sobie europejskiej Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa, ani europejskiej
tożsamości obronnej bez Turcji. Nowoczesna, europejska i poddana cywilnej
kontroli armia turecka byłaby jej silnym składnikiem."
Chmielewski pochwalił inicjatywę zorganizowania w październiku w Stambule
spotkania szefów dyplomacji UE i Organizacji Państw Islamskich. - Turcja
potrafi prowadzić zrównoważoną politykę wobec Zachodu i świata islamu.
Dzięki włączeniu Turcji do Europy Polska może także uzyskać dostęp do
ropociągów z rejonu Bliskiego Wschodu - argumentował. Jego zdaniem, "uczciwie
muszą być przedstawione również negatywne strony rozszerzenia" UE
o Turcję. Sam uniknął jednak podania tego rodzaju przykładów.
Tymczasem zdaniem Janusza Reitera, członkostwo Turcji w UE "to jest
także nasz problem, który wymaga głębokiego przemyślenia i przygotowania
dobrze uzasadnionego stanowiska". Przypomniał, że "stanowisko
w sprawie obecności polskich żołnierzy w Iraku zostało łatwo i szybko
przyjęte, ale potem okazało się, że trudno je uzasadnić."
Były rektor Kolegium w Natolinie Piotr Nowina-Konopka zwrócił uwagę, że
trzeba dotrzymywać zobowiązań i podjąć negocjacje akcesyjne z Turcją.
Przyznał jednak, że pozostaje kwestia standardów demokratycznych w tym
kraju. Podkreślił, że Turcja "się stara", ale problem traktowania
Kurdów i kobiet jest tam wciąż nierozwiązany. "Turcja ma poważne
powody i uzasadnienia dla członkostwa w Unii Europejskiej, a Unia ma poważne
powody i uzasadnienia dla obaw" - powiedział.
Ambasador Turcji Candan Azer wyraził zadowolenie z poparcia, jakiego Polska
udziela Turcji w jej staraniach o członkostwo w UE. "Turcja szuka
członkostwa w Unii Europejskiej przede wszystkim ze względów politycznych"
- podkreślił. Przyznał jednak, że ważne są również względy ekonomiczne,
bo każdy kraj, który dotychczas przystąpił do Unii, odnotował znaczący
rozwój gospodarczy.
Jak podała niedawno "Rzeczpospolita", w razie przyjęcia Turcji
do Unii Europejskiej Polska straci najwięcej ze wszystkich krajów "25",
bo o ok. 3 mld euro dotacji rocznie. Urzędnicy Ministerstw Finansów, Gospodarki
i Rolnictwa, których niepokoją koszty przyjęcia do Unii Turcji, mają poważne
wątpliwości, czy należy poprzeć szybką integrację Ankary. Tymczasem MSZ
ze względów politycznych popiera europejskie aspiracje Turcji.
Jak widać, argumenty o "rachatłukum" i "filiżance"
są dla urzędników z MSZ ważniejsze od unijnych funduszy. W końcu to "tylko"
3 miliardy euro rocznie...
Roman Gutkowski
wstecz
|