 |
3
listopada w Komisji Europejskiej został zaprezentowany raport nt. postępów
w realizacji celów Strategii Lizbońskiej, przygotowany przez grupę ekspertów
pod przewodnictwem byłego premiera Holandii, Wima Koka. W Hotelu Sheraton
w Warszawie najważniejsze ustalenia raportu przedstawił jeden z kilkunastu
członków grupy Koka - prof. Dariusz Rosati.
- Grupa starała się odpowiedzieć na pytanie, czy Strategia Lizbońska jest
nadal potrzebna. Nasza odpowiedź brzmi: Jest ona jeszcze bardziej potrzebna
teraz, niż była cztery lata temu - podkreslił prof. Rosati. W przyjętym
w Lizbonie programie zakładano, że w ciągu 10 lat (2000-2010) UE przekształci
się w "najbardziej konkurencyjną i dynamiczną gospodarkę" na
świecie. Raport Koka przedstawia m.in. stan zaawansowania prac nad realizacją
celów Strategii, określa przyczyny braku zadowalających efektów i prezentuje
rekomendacje ekspertów.
W raporcie stwierdzono, że żaden z krajów członkowskich UE nie realizuje
w stu procentach założeń Strategii Lizbońskiej. Powodów takiego stanu
eksperci upatrują w braku woli politycznej poszczególnych rządów.
Celem przyjętej w 2000 r. Strategii jest uczynienie gospodarki UE najbardziej
konkurencyjną na świecie do 2010 r. Jednak obecnie rośnie dystans Unii
do USA, a na jej konkurentów wyrastają też gospodarki Chin i Indii. Europejczycy
pracują krócej i mniej wydajnie niż Amerykanie. Poziom zatrudnienia wynosi
średnio 63 proc. osób w wieku produkcyjnym, podczas gdy w USA 74 proc.
Sposobem na osiągnięcie głównego celu Strategii - wzrostu gospodarczego
- jest według twórców raportu działanie w kierunku zwiększenia konkurencyjności.
Można to osiągnąć m.in. przez budowanie społeczeństwa opartego na wiedzy
- np. poprzez usuwanie przeszkód w zatrudnianiu naukowców, dokończenie
budowy rynku wewnętrznego, tworzenie dobrego klimatu dla przedsiębiorstw
oraz budowanie elastycznego rynku pracy.
Grupa Wysokiego Szczebla postuluje m. in. aby państwa członkowskie przygotowywały
do końca 2005 roku narodowe strategie lizbońskie. Komisja Europejska będzie
co roku dokonywała oceny ich wdrażania i prezentowała raporty, wykorzystując
formułę "nazywania i wyzywania tych, którzy zawiedli oraz rozsławiania
tych, którym się powiodło". W monitoring realizacji reform w większym
stopniu będzie się też angażował Parlament Europejski.
Jak podkreślił profesor Rosati, Strategia Lizbońska jest to "być
albo nie być dla Europy". Wyzwania głównie demograficzne zmuszają
Europę do coraz szybszego rozwoju, jeżeli chce zachować takie zdobycze
jak państwo socjalne i stan środowiska. Bez realizowania celów Strategii
Lizbońskiej to się nie uda.
Zdaniem ministra ds. europejskich Jarosława Pietrasa
raport mógłby być bardziej ambitny szczegółowiej przedstawić, skąd się
bierze brak woli politycznej, który jest powodem opóźnień w realizacji
Strategii i co zrobić, by ta determinacja się pojawiła.
Minister zwrócił uwagę na kilka ułomności raportu. Mówi się w nim dużo
o konkurencyjności europejskiej gospodarki, a nie bierze się pod uwagę,
że jej brak wynika m.in. z powodu niepełnej swobody przepływu osób, która
uniemożliwia np. polskim naukowcom podejmowanie pracy w krajach dawnej
15-ki, podczas gdy zachęca się do przyciągania naukowców spoza UE, w tym
z Indii czy Pakistanu. W raporcie nie zwraca się dostatecznej uwagi na
szybkie postępy czynione przez nowe państwa członkowskie, na fakt, że
rozszerzenie stało się impulsem do szybszego rozwoju. Minister przestrzegł
też przed biurokratycznym podejściem, które zajmuje się monitorowaniem
wskaźników, a nie zajmuje się rzeczywistością. "Cel zasadniczy Strategii
jest niezwykle złożony i nie może być ograniczony do wybranych priorytetów,
bo wtedy będzie realizowany ułomnie" - powiedział Pietras.
Zdaniem prezydent Konfederacji Pracodawców Prywatnych Henryki
Bochniarz wnioski płynące z raportu muszą być skonsultowane ze
środowiskiem przedsiębiorców i wzbogacone o ich uwagi, co przyczyni się
do wzmocnienia stanowiska rządu prezentowanego na zewnątrz.
RG
wstecz
|