Europa socjalna czy liberalna?

Ograniczenie państwa opiekuńczego wydaje się nieuchronną koniecznością i debata, jaka na ten temat rozwinęła się w Europie ma służyć przekonaniu polityków do podjęcia działań, które są społecznie bardzo niepopularne. W Polsce włączyła się w nią Fundacja Heinricha Boella, organizując konferencję na temat "Europa socjalna, liberalna, anglosocjalna...?"


- Debaty wokół modelu społecznego w Polsce najczęściej skupiają się na krótkiej perspektywie czasu, tymczasem długa perspektywa narzuca zupełnie inne problemy - podkreślała Irena Wóycicka z gdańskiego Instytutu Gospodarki Rynkowej. Jej zdaniem na pierwszy plan wybija się kwestia takich zmian polityki społecznej, które uwzględniają zmianę miejsca kobiet we współczesnej gospodarce i społeczeństwie oraz przemiany kulturowe związane z funkcjonowaniem rodziny.


Paul Flueckiger, korespondent "Neue Zuercher Zeitung am Sonntag" i "Die Zeit", zwrócił uwagę na to, że zarówno Tony Blair, jak i brytyjski kanclerz skarbu Gordon Brown podkreślali w połowie października, że to właśnie anglosaski model społeczny, w którym państwo organizuje duże części społeczeństwa w przestrzeni prywatnej, jest przyszłościowym modelem Europy. Historie uwieńczone sukcesem, jak w przypadku Irlandii, każą im przyznać rację, jednak mając na względzie kiepską pozycję kobiet na rynku pracy, powstają duże wątpliwości. Zdaniem Flueckigera o wiele bardziej obiecująco prezentuje się na tym tle zapomniany już nieco model skandynawski, w którym państwo dobrobytu w głównej mierze finansuje się ze podatków (zamiast świadczeń społecznych jak w Niemczech czy we Francji). Dodatkowe koszty płacowe pozostają w ten sposób niskie, jednak skutkiem jest pewne tłumienie popytu wewnętrznego. Szwajcarski dziennikarz przywołał w tym kontekście przykład swojego kraju, gdzie promuje się odpowiedzialność obywateli. Szwajcaria gwarantuje tylko minimalne państwowe podstawowe ubezpieczenie emerytalne finansowane poprzez składki i procenty od podatku VAT. Kto w starszym wieku chce żyć ponad progiem ubóstwa, musi się dodatkowo ubezpieczyć prywatnie. A kto idzie do lekarza, sam płaci rachunek. Dopiero potem otrzymuje zwrot w wysokości 90 procent kwoty - naturalnie z prywatnego ubezpieczenia na wypadek choroby. - W ten sposób ludzie wiedzą, za co i ile płacą - wyjaśniał Flueckiger.


Maike Rademaker z "Financial Times Deutschland" podkreślała jednak, że - wbrew tematowi debaty - nie istnieje żaden europejski model społeczny. Istnieje wiele modeli, które po części różnią się od siebie tylko niuansami, a częściowo są diametralnie różne. - We wszystkich krajach europejskich istnieje bezpieczeństwo socjalne, które w przeciwieństwie do USA, obejmuje też wypadki. Mimo to panują różne systemy finansowania, co jest historycznie uwarunkowane. Gdy Niemcy zabezpieczają ludzi poprzez ubezpieczenia i instytucje publiczne, przy czym pracodawcy partycypują tu w połowie, to inne kraje opierają swoje modele na systemach podatkowych, jak w Danii, lub też na większej liczbie prywatnych oferentów. Tym samym zbyteczna staje się debata o tym, czy istnieje model, który można przetransponować na inne kraje - podkreślała Rademaker.


Zdaniem niemieckiej dziennikarski, systemy socjalne już dawno się do siebie zbliżają, i to z różnych powodów. Jednym z nich jest konkurencja na rynku wewnętrznym. To, że obywatele brytyjscy wolą jeździć na operację do Niemiec, bo w Wielkiej Brytanii musieliby zbyt długo czekać, jest powodem dla partii Tony'ego Blaira, aby w sektorze służby zdrowia wprowadzić pewne poprawki. To, że Niemcy leczą zęby w Polsce, bo tu jest taniej, budzi czujność niemieckich kas chorych. Ta tak zwana mobilność pacjentów nie jest żadnym rozwiązaniem dla ostrych przypadków, ale stawia systemy socjalne pod presją konieczności sanacji i to bez wzrostu cen z tego powodu. Drugim motorem reform jest fakt, że - jak podkreślała Rademaker - systemy socjalne w swej obecnej postaci nie są już w żadnym europejskim kraju możliwe do finansowania. Są tego dwa powody: jednym z nich jest eksplozja wydatków z powodu rozwoju demograficznego. W samych tylko Niemczech wydatki na renty wzrosły do 30,7 procent budżetu państwa, renciści są coraz starsi i jest ich coraz więcej.


- Nie jest określone, jakie bezpieczeństwo musimy zachować. Dla mnie ważne jest to, że człowiek obojętnie jakiej klasy musi mieć pewność otrzymania pomocy w potrzebie. Kto w sposób przez siebie niezawiniony jest bezrobotny, musi otrzymać wystarczające pieniądze na najbardziej niezbędne rzeczy. Dzieci muszą chodzić do szkoły i kształcić się. Wspólnota nie musi jednak finansować urlopów dla bezrobotnych, domu czy samochodu. Nie musi finansować trwającego 10 lat bezrobocia, bo ktoś nie chce się przeprowadzić albo ktoś z wyższym wykształceniem nie chce siedzieć w kasie supermarketu - mówiła Rademaker.


Z kolei Michał Boni, były minister pracy, a obecnie przedstawiciel Enterprise Investors zwrócił uwagę na to, że należy zredefiniować funkcję państwa socjalnego i powiedzieć, że najważniejszym problemem jest i praca i szansa na zatrudnienie. - Jeżeli tak to zbudujemy, ułoży nam się skala priorytetów - konkludował.

Maria Graczyk

31.10.05

wstecz

 

All content Copyright © 2003-2004 MG Media. All Rights Reserved.
Wydawca: Maria Graczyk, MG Media; Redaktor Naczelny: Roman Gutkowski; Informacje: info@europolityka.pl

Serwis współfinansowany przez UKIE
Serwis hostowany przez firmę NorKon
Webmaster Piotr Gessek