piątek, 10 marca 2017

J. Saryusz-Wolski: Unia Europejska to my!

Rozmowa z JACKIEM SARYUSZ-WOLSKIM, przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego  (1.12.2009)

* Poniższa rozmowa jest fragmentem książki „Historia ruszyła z kopyta” (Wydawnictwo Zysk i S-ka), zawierającej wywiady z czołowymi bohaterami wydarzeń ostatnich dwudziestu kilku lat i jego komentatorami. 
– Przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej porównywał pan relacje polsko-unijne do „małżeństwa skonsumowanego przed ślubem”. W jakim stopniu jest to obecnie układ partnerski? Wszak w niektórych dziedzinach, np. w rolnictwie, nadal nie mamy równych praw.
– Sytuacja obecnie zmieniła się zasadniczo. Teraz Unia Europejska to my. Jesteśmy częścią Wspólnoty – współtworzymy ją i mamy wpływ na jej kształt, na jej polityki, na jej budżet. Zatem mówienie obecnie o partnerstwie, w takim rozumieniu, w jakim było ono użyte wówczas, jest całkowicie bezzasadne. Oczywiście nasz wpływ na Unię jest różny i zależy od bardzo wielu czynników. Cały czas nie uczestniczymy we wszystkich unijnych projektach – a to ze względu na ograniczenia związane z traktatem akcesyjnym, choć tych jest coraz mniej, a to ze względu na ograniczenia związane z tym, że jako biedny kraj nie możemy sobie na to pozwolić. Uważam jednak, że tych wyłączeń powinno być jak najmniej. Polska powinna uczestniczyć w możliwie wszystkich unijnych przedsięwzięciach, i co więcej – sama może być inicjatorem różnych pomysłów.
– Gdy dwa lata temu Jean-Louis Bourlanges rozmawiał z Janem Rokitą, zarzucał mu m.in.: "Z panem jest trochę tak, jakby przez lata pukał do naszego mieszkania, a kiedy go wpuściliśmy, narzekał: jedzenie kiepskie, ściany odrapane, a w ogóle to nie ma na nich obrazu Matki Boskiej. Dlaczego pan tego nie widział wcześniej?" Rokita odpowiedział: "My nie jesteśmy gościem w mieszkaniu! To właśnie błąd w myśleniu niektórych polityków. Nie zaprosiliście znajomych z prowincji na chwilę. My wprowadziliśmy się na stałe! Wzięliście sobie żonę, która chce przestawiać ściany, bo ma do tego prawo". Czy tego typu słowne utarczki nadal się zdarzają? Co się zmieniło w ostatnich dwóch latach?
– Podobnych debat już nie ma. Jesteśmy traktowani jako jeden z partnerów, a co najważniejsze sami zaczynamy się tak traktować. Dziś coraz rzadziej używa się nawet określenia "nowi członkowie". Powiedziałbym, że okres nowicjatu mamy już za sobą, a co za tym idzie okres "ulgowy" już minął .
– Jak w związku z członkostwem zmieniła się pozycja naszego kraju, w jakich dziedzinach wywieramy istotny wpływ na unijną politykę, a w jakich wciąż musimy ją wypracowywać?
– Przede wszystkim teraz nasz głos się liczy. I to nie tylko w kwestach polityki zagranicznej, gdzie jako pojedynczy kraj możemy zdziałać zdecydowanie mniej. Generalnie dotyczy to nie tylko Polski, ale wszystkich unijnych państw. Sytuacja taka wystąpiła podczas szczytu Unia Europejska-Rosja w Samarze, gdzie polski prezydent milczał, a w naszej sprawie zdecydowany głos zabrali przewodniczący Komisji Europejskiej czy kanclerz Niemiec. Uzyskaliśmy wtedy wsparcie, na które będąc poza Unią nie moglibyśmy liczyć.
Jeśli chodzi o sprawy wewnątrzunijne to sprawa również zmieniła się zasadniczo. Przede wszystkim bierzemy udział w grze. Możemy budować koalicje wokół spraw dla nas istotnych, jak chociażby zaangażowanie Unii w pomarańczową rewolucję na Ukrainie. Możemy współpracować z innymi państwami na rzecz wspólnych interesów czy pomysłów. Oczywiście, żeby być bardziej skutecznym wiele jeszcze musimy zrobić i wiele musimy się nauczyć.
– Polska popiera akcesję do UE nie tylko Turcji, ale i Ukrainy, a w dalszej perspektywie także Gruzji. Nasz głos zdaje się jednak nie mieć istotnego znaczenia.
– To nie jest tak do końca. W sprawie Ukrainy zrobiliśmy i robimy wiele. Jednak najwięcej zależy od samych Ukraińców. Od tego, jak będą modernizować swój kraj. Jeśli Ukraina szybko i sprawnie przeprowadzi odpowiednie gospodarcze i polityczne reformy, to jestem przekonany, że grono państw popierających europejskie aspiracje zdecydowanie wzrośnie. Podobnie jest z Gruzją. Już dziś przed tymi dwoma krajami zarysowano perspektywę członkostwa w NATO. Sądzę, że kolejnym krokiem w realizacji ich europejskich dążeń może być perspektywa członkostwa w Unii Europejskiej, aczkolwiek to tego jeszcze niestety długa i niełatwa droga. Z Turcją sytuacja jest równie skomplikowana, z tymże tam inne aspekty odgrywają rolę.
– Według amerykańskiego politologa, Roberta Kagana, „XXI-wieczna”, pokojowo nastawiona i skoncentrowana głównie na prawie i gospodarce, UE musi coraz częściej reagować na politykę „XIX-wiecznej”, odbudowującej swoją mocarstwową pozycję, Rosji. Czy UE jest instytucjonalnie i mentalnie zdolna do odpowiedniej reakcji? Kagan obawia się, że „w tej bójce na noże Unia nie będzie miała własnego noża”.
– Unia Europejska dopiero tworzy swoją Wspólną Politykę Zagraniczną i Bezpieczeństwa. Jest to trudny i długotrwały proces. Działa bowiem tutaj zasada: tyle wspólnoty, ile zgody. Jednak już dziś widać, że w pojedynkę poszczególne państwa mogą zdecydowanie mniej, aniżeli Unia jako całość. Wspominałem już o wystąpieniu całej Unii w imieniu Polski w kwestii rosyjskiego embarga na polskie mięso. Wtedy ta wspólnota i jeden front zwyciężył. Oczywiście nie jest tak zawsze. Jednakże możemy zauważyć, że następuje zmiana myślenia u naszych zachodnich unijnych partnerów, jeśli chodzi o stosunek do Rosji. Niejednokrotnie słyszymy stwierdzenie, że mieliśmy rację. Tutaj dużą prace edukacyjną mają do wykonania kraje Europy wschodniej, bo któż jak nie my lepiej zna Rosję.
Rozmawiała: Maria Graczyk
Fot. PE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz