piątek, 10 marca 2017

Donald Tusk vs. Jacek Saryusz-Wolski

Przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej porównywał relacje polsko-unijne do „małżeństwa skonsumowanego przed ślubem”. Jacek Saryusz-Wolski, najpierw europejski ekspert, potem twardy negocjator, a w ostatnich latach polityk i eurodeputowany. Od lat powtarza: "Unia Europejska to my!" Jak w wywiadzie z grudnia 2009 roku. Wśród dziennikarzy, a pewnie nie tylko, ma krótką ksywkę - JSW.





Po ponownym wyborze Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej JSW napisał na swoim profilu na Twitterze: "Ważne wnioski dla ustroju Unii Europejskiej". A także enigmatycznie: "Wszystko się kończy dobrze, a jeśli nie, to znaczy, że się nie kończy".

Fot. KE

J. Saryusz-Wolski: Unia Europejska to my!

Rozmowa z JACKIEM SARYUSZ-WOLSKIM, przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego  (1.12.2009)

* Poniższa rozmowa jest fragmentem książki „Historia ruszyła z kopyta” (Wydawnictwo Zysk i S-ka), zawierającej wywiady z czołowymi bohaterami wydarzeń ostatnich dwudziestu kilku lat i jego komentatorami. 
– Przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej porównywał pan relacje polsko-unijne do „małżeństwa skonsumowanego przed ślubem”. W jakim stopniu jest to obecnie układ partnerski? Wszak w niektórych dziedzinach, np. w rolnictwie, nadal nie mamy równych praw.
– Sytuacja obecnie zmieniła się zasadniczo. Teraz Unia Europejska to my. Jesteśmy częścią Wspólnoty – współtworzymy ją i mamy wpływ na jej kształt, na jej polityki, na jej budżet. Zatem mówienie obecnie o partnerstwie, w takim rozumieniu, w jakim było ono użyte wówczas, jest całkowicie bezzasadne. Oczywiście nasz wpływ na Unię jest różny i zależy od bardzo wielu czynników. Cały czas nie uczestniczymy we wszystkich unijnych projektach – a to ze względu na ograniczenia związane z traktatem akcesyjnym, choć tych jest coraz mniej, a to ze względu na ograniczenia związane z tym, że jako biedny kraj nie możemy sobie na to pozwolić. Uważam jednak, że tych wyłączeń powinno być jak najmniej. Polska powinna uczestniczyć w możliwie wszystkich unijnych przedsięwzięciach, i co więcej – sama może być inicjatorem różnych pomysłów.
– Gdy dwa lata temu Jean-Louis Bourlanges rozmawiał z Janem Rokitą, zarzucał mu m.in.: "Z panem jest trochę tak, jakby przez lata pukał do naszego mieszkania, a kiedy go wpuściliśmy, narzekał: jedzenie kiepskie, ściany odrapane, a w ogóle to nie ma na nich obrazu Matki Boskiej. Dlaczego pan tego nie widział wcześniej?" Rokita odpowiedział: "My nie jesteśmy gościem w mieszkaniu! To właśnie błąd w myśleniu niektórych polityków. Nie zaprosiliście znajomych z prowincji na chwilę. My wprowadziliśmy się na stałe! Wzięliście sobie żonę, która chce przestawiać ściany, bo ma do tego prawo". Czy tego typu słowne utarczki nadal się zdarzają? Co się zmieniło w ostatnich dwóch latach?
– Podobnych debat już nie ma. Jesteśmy traktowani jako jeden z partnerów, a co najważniejsze sami zaczynamy się tak traktować. Dziś coraz rzadziej używa się nawet określenia "nowi członkowie". Powiedziałbym, że okres nowicjatu mamy już za sobą, a co za tym idzie okres "ulgowy" już minął .
– Jak w związku z członkostwem zmieniła się pozycja naszego kraju, w jakich dziedzinach wywieramy istotny wpływ na unijną politykę, a w jakich wciąż musimy ją wypracowywać?
– Przede wszystkim teraz nasz głos się liczy. I to nie tylko w kwestach polityki zagranicznej, gdzie jako pojedynczy kraj możemy zdziałać zdecydowanie mniej. Generalnie dotyczy to nie tylko Polski, ale wszystkich unijnych państw. Sytuacja taka wystąpiła podczas szczytu Unia Europejska-Rosja w Samarze, gdzie polski prezydent milczał, a w naszej sprawie zdecydowany głos zabrali przewodniczący Komisji Europejskiej czy kanclerz Niemiec. Uzyskaliśmy wtedy wsparcie, na które będąc poza Unią nie moglibyśmy liczyć.
Jeśli chodzi o sprawy wewnątrzunijne to sprawa również zmieniła się zasadniczo. Przede wszystkim bierzemy udział w grze. Możemy budować koalicje wokół spraw dla nas istotnych, jak chociażby zaangażowanie Unii w pomarańczową rewolucję na Ukrainie. Możemy współpracować z innymi państwami na rzecz wspólnych interesów czy pomysłów. Oczywiście, żeby być bardziej skutecznym wiele jeszcze musimy zrobić i wiele musimy się nauczyć.
– Polska popiera akcesję do UE nie tylko Turcji, ale i Ukrainy, a w dalszej perspektywie także Gruzji. Nasz głos zdaje się jednak nie mieć istotnego znaczenia.
– To nie jest tak do końca. W sprawie Ukrainy zrobiliśmy i robimy wiele. Jednak najwięcej zależy od samych Ukraińców. Od tego, jak będą modernizować swój kraj. Jeśli Ukraina szybko i sprawnie przeprowadzi odpowiednie gospodarcze i polityczne reformy, to jestem przekonany, że grono państw popierających europejskie aspiracje zdecydowanie wzrośnie. Podobnie jest z Gruzją. Już dziś przed tymi dwoma krajami zarysowano perspektywę członkostwa w NATO. Sądzę, że kolejnym krokiem w realizacji ich europejskich dążeń może być perspektywa członkostwa w Unii Europejskiej, aczkolwiek to tego jeszcze niestety długa i niełatwa droga. Z Turcją sytuacja jest równie skomplikowana, z tymże tam inne aspekty odgrywają rolę.
– Według amerykańskiego politologa, Roberta Kagana, „XXI-wieczna”, pokojowo nastawiona i skoncentrowana głównie na prawie i gospodarce, UE musi coraz częściej reagować na politykę „XIX-wiecznej”, odbudowującej swoją mocarstwową pozycję, Rosji. Czy UE jest instytucjonalnie i mentalnie zdolna do odpowiedniej reakcji? Kagan obawia się, że „w tej bójce na noże Unia nie będzie miała własnego noża”.
– Unia Europejska dopiero tworzy swoją Wspólną Politykę Zagraniczną i Bezpieczeństwa. Jest to trudny i długotrwały proces. Działa bowiem tutaj zasada: tyle wspólnoty, ile zgody. Jednak już dziś widać, że w pojedynkę poszczególne państwa mogą zdecydowanie mniej, aniżeli Unia jako całość. Wspominałem już o wystąpieniu całej Unii w imieniu Polski w kwestii rosyjskiego embarga na polskie mięso. Wtedy ta wspólnota i jeden front zwyciężył. Oczywiście nie jest tak zawsze. Jednakże możemy zauważyć, że następuje zmiana myślenia u naszych zachodnich unijnych partnerów, jeśli chodzi o stosunek do Rosji. Niejednokrotnie słyszymy stwierdzenie, że mieliśmy rację. Tutaj dużą prace edukacyjną mają do wykonania kraje Europy wschodniej, bo któż jak nie my lepiej zna Rosję.
Rozmawiała: Maria Graczyk
Fot. PE

piątek, 27 maja 2016

Wspólna europejska energia?

Europa stoi w obliczu ogromnych wyzwań, takich jak rosnące uzależnienie od importu energii, konieczność zapewnienia dostępu do taniej i bezpiecznej energii wszystkim konsumentom oraz zmiany klimatyczne. Unia Europejska stara się wprowadzać wspólną politykę energetyczną, by - jak podkreśla – poprawić nie tylko bezpieczeństwo dostaw, ale też realizować swoje ambitne cele w zakresie redukcji emisji gazów cieplarnianych.



Fot. PE
Zależność od dostaw energii
Celem Unii Europejskiej jest rozwój gospodarki niskoemisyjnej przy równoczesnym zapewnieniu, by energia była bardziej zrównoważona, bezpieczna i tania. Podstawę prawną dla unijnej polityki energetycznej stanowi obecnie Traktat Lizboński (art. 194). Z tych nowych ram prawnych wynika, że ​​UE powinna zapewnić bezpieczeństwo dostaw energii do 27 państw członkowskich, wspierać wzajemne połączenia sieci energetycznych oraz poprawić wydajność energetyczną i oszczędność energii.
Unia, realizując swoją politykę energetyczną, korzysta z różnych instrumentów rynkowych, takich jak podatki, dotacje oraz mechanizm handlu emisją dwutlenku węgla.
Unia z roku na rok staje się coraz bardziej zależna od importu surowców energetycznych: obecnie w 86 proc. uzależniona jest od dostaw ropy naftowej, w 64 proc. – od gazu ziemnego i w 48 proc. - od węgla. Według szacunków, do 2030 roku UE ma się uzależnić od tego ostatniego paliwa aż w 60 proc.
Nic dziwnego, że wśród celów strategii Unii Europejskiej na lata 2014-2020 unijny komisarz Guenther Oettinger ds. energii wymienia bezpieczeństwo dostaw surowców energetycznych. Popyt na nie rośnie pomimo rozbudowy sektora energii odnawialnej i poprawy efektywności energetycznej. „Zaopatrywanie się w surowce na zewnątrz wymaga jedności UE, zwłaszcza wobec tych, krajów, od których jest uzależniona – uważa komisarz. - Jeżeli do drzwi Gazpromu puka 27 państw rządów i 60 spółek gazowych, w tym momencie Władimir Putin wygrywa na zasadzie ‘dziel i rządź’. Jeżeli wystąpimy wspólnie i nie pozwolimy się podzielić, będziemy mieli przewagę” – mówił wiosną tego roku w Warszawie Oettinger.
Energetyczna Mapa Drogowa 2050
„Jest oczywiste, że Europa potrzebuje wspólnej energii, patrząc na otaczające nas kwestie bezpieczeństwa energetycznego oraz kwestie geopolityczne” – podkreślał polski europoseł Jacek Saryusz-Wolski (PO, EPL) przed ubiegłorocznym szczytem energetycznym. Pod koniec października tego roku przestrzega jednak przed zbytnim łączeniem kwestii bezpieczeństwa energetycznego oraz ochrony klimatu.
W swojej opinii do raportu Parlamentu Europejskiego na temat Energetycznej Mapy Drogowej 2050 podkreśla, iż może to „prowadzić zarówno do zwiększonej efektywności obu tych polityk, jak i wypaczeń, gdzie polityka energetyczna Unii zostaje de facto podporządkowana celom klimatycznym”.
Dotychczas Polska nie zgadzała się na proponowane przez Komisję Europejską podejście, zakładające m.in. drastyczne ograniczenia związane z wykorzystaniem węgla, naszego głównego surowca energetycznego.
Po pierwsze efektywność energetyczna
Na początku września tego roku Parlament Europejski przyjął dyrektywę dotyczącą efektywności energetycznej (Energy Efficiency Directive EED). Według wyliczeń, ma ona ułatwić zmniejszenie zużycia energii o 20 proc. , co pomogłoby zaoszczędzić 50 miliardów euro rocznie. Dla porównania - wartość importu energii do Unii Europejskiej wynosi rocznie 400 mld euro. Przyjęta dyrektywa może jednak - ostrzega europejska organizacja konsumentów BEUC - oznaczać zwiększone koszty dla konsumentów. I apeluje o to, by oszczędności były dokonywane w sposób transparentny i dotyczyły przede wszystkim kosztów.
Politykę energetyczną UE zasilają ogromne kwoty pieniędzy, zarówno publicznych, jak i prywatnych. Zgodnie z zeszłorocznym szacunkiem Komisji Europejskiej, na poprawę jakości europejskich sieci elektroenergetycznych i gazowych w następnym dziesięcioleciu potrzebnych będzie 200 mld euro.
Realizacja strategii Komisji w dziedzinie energii na najbliższe dziesięciolecie będzie – jak podaje EurActiv.com - wymagała inwestycji w wysokości jednego biliona euro, aby zaspokoić potrzeby energetyczne Unii Europejskiej w sposób zrównoważony.
Większość tych inwestycji ma charakter prywatny. Budżet UE przeznacza na infrastrukturę energetyczną około 250 mln euro w ramach programu transeuropejskich sieci energetycznych. Według komisarza Oettingera, by osiągnąć unijne cele klimatyczne, inwestycje w tzw. zieloną energię powinny wzrosnąć aż dwukrotnie - z 35 do 70 mld euro.
„Czas państw”
Kto ma największy wpływ na europejską politykę energetyczną? Jak tłumaczył w rozmowie z EurActiv.pl eurodeputowany Paweł Kowal (PJN, EKiR) europarlament to zaledwie jeden z dwóch-trzech istotnych głosów w formowaniu unijnej polityki energetycznej. Poza PE są też rządy państw członkowskich (czyli Rada) oraz Komisja. „Wkład parlamentu może mieć tylko charakter polityczny, perswazyjny, podkreślający, że dążymy do jakiegoś rozwiązania. Ale tak naprawdę parlament nie będzie tu decydował” – podkreślał. Wygląda na to, że wpływ mają głównie państwa członkowskie: „Jest czas państw  – podsumowuje Kowal. - Każdy z krajów ma swoją agendę energetyczną.” My mamy węgiel, Francuzi mają atom, Niemcy mają wiatr, i „każdy trochę broni swego”.
„Ograniczony dostęp do surowców energetycznych na świecie stwarza uprzywilejowany dostęp dla niektórych państw, spychając jednocześnie inne na margines życia gospodarczego. Nie chcemy, by Polska została zepchnięta na ten margines. Nie chcemy także, by z Unii Europejskiej uciekły – ze względu na pakiet klimatyczny – niektóre branże energetyczne – mówiła w trakcie XXII Forum Ekonomicznego w Krynicy Joanna Strzelec-Łobodzińska, prezes zarządu Kompanii  Węglowej. Prezentując raport „Struktura paliwowa w energetyce polskiej i światowej” podkreślała, iż węgiel jest i pozostanie stabilizatorem polskiej gospodarki.
Prezes KW popiera politykę naszego rządu, którego przedstawiciele opowiadają się na forum unijnym za tym, by akcenty zostały położone na gospodarkę niskoemisyjną i efektywność energetyczną. „W ten sposób wpisujemy się w politykę klimatyczną UE. Ograniczajmy emisje, nie rezygnując z węgla” – apelowała.
Solidarność energetyczna
„Europa stoi przed rozwiązaniem strategicznych zadań  sektora energetycznego – mówił w ubiegłym roku w Sopocie, podczas Forum Energetycznego, były premier Czech Mirek Topolanek. Zaliczał on do nich realizację strategii jednolitej polityki energetycznej UE, promocję zbilansowanej struktury produkcji energii, budowanie wspólnej sieci, międzynarodową kontrolę rynku europejskiego,  bezpieczeństwo dostaw, wspieranie badań i rozwoju, ograniczenie emisji szkodliwych gazów. Były premier Czech podkreślił, że problemami, z którymi będą się musiały zmierzyć państwa Unii są m.in.: wsparcie rozwiązań  naukowych, kwestia akceptacji społeczeństwa dla energetyki jądrowej, a także  sposób stosowania regulacji dotyczących cen gazu. Zdaniem Topolanka, Europa musi być energetycznie samowystarczalna.
By to osiągnąć potrzebne są m.in.: nowe źródła energii, wspólne podejście całej Unii do krajów spoza Europy, a także stosowanie zasady solidarności energetycznej. „Widzimy też konieczność inwestycji w sektor, ale pamiętajmy, że są to działania na wielką skalę, których konsekwencje będą wybiegać na dziesięciolecia w przyszłość” – przekonywał Topolanek. Sceptycznie ocenił on jednak możliwość wypracowania przez państwa członkowskie UE wspólnego stanowiska wobec rynku energetycznego. W jego opinii, plany Komisji Europejskiej zostaną zastopowane przez zbiurokratyzowane podejście oraz partykularne interesy poszczególnych państw.
Samowystarczalna energetycznie chce być Unia Europejska, samowystarczalne chcą też być poszczególne państwa. Także Polska. O konieczności energetycznej samowystarczalności mówi m.in. Mieczysław Kasprzak, wiceminister gospodarki. „Energia to jest podstawa, mamy swoje doświadczenia z gazem i monopolistycznym dostawcą z Rosji. Niezależność energetyczna jest dla państwa i narodu podstawowa” – tłumaczył w rozmowie z EurActiv.pl. 
(6.11.2012)
Maria Graczyk

KALENDARZ
Lipiec 2009 - przyjęcie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady ustanawiającego program pomocy w ożywieniu gospodarki poprzez zapewnienie pomocy finansowej dla projektów Wspólnoty w dziedzinie energii.
Listopad 2010 - Energia 2020: Komisja przyjmuje strategię na rzecz zrównoważonej konkurencyjnej, trwałej i bezpiecznej energii.
Listopad 2010 - Komisja przyjmuje „Priorytety w dziedzinie infrastruktury energetycznej na 2020 r. i w dalszej perspektywie”.
Marzec 2011 - Komisja przedstawia plan działania na rzecz racjonalizacji zużycia energii.
Listopad 2011 - Komisja przedstawia plan działania w dziedzinie energii na 2050 r.
Wrzesień 2012 – Parlament Europejski przyjął dyrektywę dotyczącą efektywności energetycznej (Energy Efficiency Directive EED)
Październik 2012 – publikacja opinii raportu PE dot. Energetycznej Mapy Drogowej 2050
Listopad 2012 - Forum Energetyczne w Sopocie

ProNatura.pl: Wspólna europejska energia?: Europa stoi w obliczu ogromnych wyzwań, takich jak rosnące uzależnienie od importu energii, konieczność zapewnienia dostępu do taniej i bezp...

czwartek, 15 października 2015

Litero.eu: Testament Bartoszewskiego

Litero.eu: Testament Bartoszewskiego: 25.4.2015 Zmarł tak, jak żył – szybko. Władysław Bartoszewski pracował do ostatniej chwili, w piątek przed południem przygotowywał jeszcz...

piątek, 9 października 2015

Jak naprawić kapitalizm?

„Gospodarka, głupcze” – brzmiało hasło kampanii wyborczej Billa Clintona sprzed prawie ćwierć wieku. Ponad 20 lat później Jeffrey Sachs mówi w Sopocie o potrzebie zbudowania „moralnej gospodarki”, łączącej wiedzę z etyką. Papież Franciszek wspomina natomiast w Kongresie Stanów Zjednoczonych o „kulturze troski”. Troski o siebie, swoją rodzinę, drugiego człowieka i środowisko. Czyżby kapitalizm wyczerpał swoje możliwości? Czy można go naprawić?


Fot. KE

ONZ: „Nie marnujcie żywności”
Co sprawia, że pogłębia się podział na najbogatszych i najbiedniejszych? Czy winna jest ludzka chciwość? Uczestnicy sesji plenarnej Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI) zatytułowanej "Jak naprawić kapitalizm?" byli zgodni co do jednego – winny obecnej sytuacji na świecie nie jest kapitalizm, lecz sposób jego rozumienia i realizowania. Ale jak go zmienić? Do jakich samoregulacji skłonny byłby biznes, a do jakich samoograniczeń społeczeństwo? Jak przywrócić etos pracy i normy społeczne wyznaczające granice przyzwoitości? Na te pytania próbowali odpowiedzieć w ubiegłym tygodniu goście konferencji w Sopocie. „Zaledwie 66 najbogatszych osób na świecie posiada tyle, ile 3,7 miliarda biednych” – podkreślał Thomas Pogge, niemiecki filozof i profesor na Uniwersytecie Yale. I dodawał: „Ludzie umierają z niedożywienia, biedy. Konsekwencje mogą być staszne”.
Jednocześnie, co regularnie przypomina ONZ, każdego roku na świecie marnuje się jedna trzecia żywności, emitując do atmosfery 3,3 miliardy ton dwutlenku węgla. Wartość wyrzucanej na śmietnik żywności szacuje się na około 750 miliardów dolarów. Ta niegospodarność oznacza także wielkie straty energii, wody i środków chemicznych, używanych do wyprodukowania jedzenia i opakowań. Według raportu ONZ, prawie 30 procent światowych gruntów rolniczych jest użytkowanych na próżno. A do produkcji marnowanej żywności używa się około 250 kilometrów sześciennych wody. Tymczasem tylko w latach 2010-12 głodowało na świecie prawie miliard ludzi,  w tym co trzecie dziecko. Według danych UNICEF, rocznie umiera z głodu prawie 6 milionów dzieci. Te zatrważające liczby z roku na rok rosną.
August Cieszkowski: „Pomagajcie i rozwijajcie”
Szukając rozwiązania i tych obecnych problemów, i tych przyszłych – w tym zwiększającej się migracji ludności – o konieczności naprawy kapitalizmu mówią coraz bardziej jednym głosem politolodzy, filozofowie i ekonomiści. Dr Rafał Łętocha z Uniwersytetu Jagiellońskiego odświeża w tym celu na łamach „Nowego Obywatela” nawet zapomniany już trochę dorobek myśli Augusta Cieszkowskiego, XIX-wiecznego filozofa i ekonomisty.
Wszechstronnie wykształcony wielkopolski ziemianin uważał, iż „winno nastąpić organiczne pojednanie między interwencjonizmem państwowym a leseferyzmem”. Zasadę laissez faire, laissez passer należy zastąpić inną, mówiącą aidez a faire et developpez – organisez (pomagajcie i rozwijajcie). Wprawdzie – jak przypomina dr Łętocha – hrabia Cieszkowski z sympatią mówił o wolnym handlu, jednak odrzucał skrajny liberalizm gospodarczy, uznając, iż państwo ma prawo interweniowania w życie gospodarcze, "byle czyniło to w sposób umiarkowany, ostrożny i okazjonalny".
Thomas Pogge: „Oddzielcie politykę od biznesu”
Redefinicji państwa, kapitalizmu i demokracji domaga się także XXI-wieczny filozof i dyrektor Światowego Programu Sprawiedliwości (Global Justice Program) – prof. Pogge. W Sopocie mówił m.in. o konieczności oddzielenia strefy polityki i biznesu. „Co z tego, że w Nowym Jorku czy Genewie spotykają się przedstawiciele USA i Indii, by radzić nad biedą w świecie, skoro oni sami reprezentują tylko najbogatszych?” – pytał retorycznie.
I wskazywał na patologię polegającą na tym, że za zamkniętymi drzwiami negocjują między sobą jedynie elity reprezentujące miliarderów z różnych krajów świata. Ich tajne raporty, projekty ustaw etc. mogą ujrzeć światło dzienne – podkreślał prof. Pogge – jedynie wówczas, gdy pojawi się przeciek i dokument zostanie opublikowany przykładowo na WikiLeads.
John Rawls: „Oszczędzajcie sprawiedliwie”
Mentorem prof. Pogga był John Rawls, amerykański filozof polityczny, jeden z największych myślicieli XX wieku. Jedna z prac niemieckiego filozofa nosi tytuł „Realizing Rawls” ("Realizując Rawlsa"-red.) i zajmuje się m.in. sformułowanymi w latach 70. dwiema zasadami sprawiedliwości.
Według Rawlsa, każda osoba winna mieć równe prawo do jak najszerszego całościowego systemu równych podstawowych wolności, dającego się pogodzić z podobnym systemem dla wszystkich. Jego druga zasada brzmiała: „Nierówności społeczne i ekonomiczne mają być tak ułożone, (a) aby były z największą korzyścią dla najbardziej upośledzonych, pozostając w zgodzie z zasadą sprawiedliwego oszczędzania; i jednocześnie (b) aby były związane z dostępnością urzędów i stanowisk dla wszystkich, w warunkach autentycznej równości szans.”
Ruch Oburzonych w Hiszpanii, Occupy Wall Street w Stanach Zjednoczonych czy Wkurzeni Polacy to tylko niektóre reakcje na światowy kryzys, nie tylko ekonomiczny. „Po 26 latach od upadku komunizmu uświadomiliśmy sobie, że choć jesteśmy coraz bogatsi, to urządziliśmy kraj i swoje życie nie całkiem tak, jak chcieliśmy – napisał niedawno Andrzej Andrysiak, zastępca redaktora naczelnego Dziennika Gazety Prawnej. - Tym razem to politycy są o kilka długości w tyle za społeczeństwem, wciąż przekonani, że chodzi tylko o zmianę władzy jednej na drugą. To nie to. Nieważne, kto rządzi, ale jak i po co. A tych pytań politycy sobie nie stawiają, są zbyt niewygodne”.
Benjamin Barber: Odzyskajcie władzę! Odbierzcie ją bankom i technokratom
Skąd takie zjawisko w tylu częściach sytego by się wydawało Zachodu? Prof. Benjamin Barber, amerykański politolog i socjolog, tłumaczył to niedawno w rozmowie z EurActiv.pl: - Occupy Wall Street nie był jedynie atakiem na Wall Street, był atakiem na rząd. Młodzi ludzie z tego ruchu uważają, że nie ma różnicy między rządem i biznesem, gdyż jedni posiadają drugich.
Jak to zmienić? - Trzeba mieć władzę. Polityka sprowadza się do władzy. Nie ma ludzi nie zainteresowanych władzą. Ludzie mówią, że nie interesują się polityką, bo sądzą, iż władza jest gdzieindziej. Trzeba dać ludziom władzę, sprawić, by czuli, że ich głos ma znaczenie. W Atenach ludzie na kogoś głosowali. I co z tego? Ich kraj nadal bankrutuje, jest zakładnikiem banków, to banki mówią greckiemu rządowi, co on ma robić, bez względu na to, co o tym sądzą jego przedstawiciele. Po co więc głosować? – zastanawiał się prof. Barber. - Skoro można jedynie nawoływać swoich rodaków, by byli dobrymi obywatelami. Nie można odbierać polityce suwerenności i przekazywać jej bankom, biznesowi, technokratom a potem oczekiwać, że ludzie będą traktowali wybory na serio. Dlaczego mieliby tak robić?
Jego wnioski są dość radykalne: „należy zmienić władzę, przeprowadzić rewolucję, zrobić cokolwiek, co zadziała. Odzyskać władzę! Odebrać władzę bankom i technokratom, wybrać liderów, którzy powiedzą, co zamierzają w tej sprawie zrobić”. Ale jacy ci liderzy powinni być?
Papież Franciszek: „Dzielcie się zasobami i siejcie pokój”
Na rozpoczynającym się niedługo międzynarodowym festiwalu filmów dokumentalnych w Gruzji CinéDOC-Tbilisi pokazany zostanie obraz o Pepe Mujica, byłym prezydencie Nikaragui, który 90 procent swoich zarobków co miesiąc przekazywał biednym. Serbski reżyser Emir Kusturica nazwał go w związku z tym „ostatnim bohaterem polityki”.
Gdy papież Franciszek przemawiał w amerykańskim Kongresie, otrzymywał oklaski raz z lewej, raz z prawej strony sali. Oklaski wszystkich kongresmenów usłyszał, gdy kończył swoją przemowę słowami: „Naród może być uznany za wielki, kiedy broni wolności, podobnie jak czynił to Lincoln; kiedy krzewi kulturę, która pozwala ludziom «marzyć» o pełnych prawach dla wszystkich swoich braci i sióstr, jak starał się to czynić Martin Luther King; kiedy dąży do sprawiedliwości i stara się o sprawy uciśnionych, jak czyniła to Dorothy Day swoim niestrudzonym działaniem, będącym owocem wiary, która staje się dialogiem i sieje pokój w kontemplacyjnym stylu Tomasza Mertona”.
Franciszek wspomniał i o tym, że trzeba się dzielić posiadanymi zasobami i talentami oraz się wzajemnie wspierać - z poszanowaniem naszych różnic i przekonań sumienia. Przypomniał zasady aktualne w każdym stuleciu, ale w XXI wieku może szczególnie.
Maria Graczyk
EurActiv.pl

środa, 7 października 2015

Pędzący pociąg, czyli nowy model gospodarki


Biznes różnorodny, globalny, ale z silnymi korzeniami lokalnymi oraz ze szczęśliwym pracownikiem – to nowy model biznesu na nowe czasy. Tak widzi go prof. Piotr Moncarz ze Stanford University w USA. Jeffrey Sachs z The Earth Institute kładzie natomiast nacisk na innowacje i na …moralność. „Potrzebujemy moralnej gospodarki, w której połączona będzie wiedza z etyką” – przekonuje amerykański ekonomista. I cytuje niedawne wystąpienie papieża Franciszka w Kongresie USA.





Odwaga & zuchwałość
Uczestnicy sesji plenarnej „Nowe modele biznesu na nowe czasy” zorganizowanej w ramach Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI) w Sopocie byli zgodni, iż dyskusji o przyszłych modelach biznesowych nie można sprowadzać do kwestii wykorzystania nowych narzędzi cyfrowych. Ich zdaniem  zmiana modeli biznesowych dotyczy bardzo wielu kwestii, m.in. modelu własności i organizacji firmy, modelu współpracy biznesu z instytucjami publicznymi oraz instytucjami badawczymi, edukacyjnymi, finansowymi czy niekonwencjonalnych metod pozyskiwania kapitału na rozwój.
„Biznes się nie uda także bez odwagi i zuchwałości – przekonywał prof. Alexander Manu z Uniwersytetu w Toronto. - To w nich jest wizja i motywacja, która wiąże się z potrzebą ciągłej zmiany. Nie można już zakładać, że za pięć lat firma będzie wyglądała podobnie jak dziś”. Zdaniem ekspertów wkrótce zmieni się również rola menadżerów. Dzisiejsze przedsiębiorstwa bardziej potrzebują trenerów zarządzających zespołami ludzkimi, niż menedżerów w dotychczasowym znaczeniu. Ale kluczem do sukcesu stają się przede wszystkim innowacje.
Rozwój & odpowiedzialność
„Poszukiwanie innowacji warto skupiać na rozwiązywaniu konkretnych problemów - uważał dr Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN ORLEN. - W innym przypadku nie będzie można precyzyjnie przewidzieć, jakie rozwiązania zostaną wypracowane. Taki kierunek jest również dużo bardziej akceptowany przez inwestorów. Jego zdaniem branża surowcowa w Polsce wyczerpała już swoje możliwości rozwoju. Dotychczas miała przewagę, bo niższe były koszty pracy.
Wyczerpuje się również dotychczasowy model rozwoju, polegający na naśladownictwie. Firmy z tej branży muszą więc dziś myśleć przede wszystkim o innowacjach. I w państwie upatrują mediatora pomiędzy biznesem a nauką. „Państwo powinno mieć wizję, jak się rozwijać i jakie środki przeznaczać na nowe technologie” – podkreślał dr Czyżewski.
Jego zdaniem nasze państwo obecnie takiej roli nie spełnia. Państwo nie może być niecierpliwe, bo wynalazki pojawiają się czasem i tam, gdzie się ich nie szuka. Dobrym przykładem są Stany Zjednoczone i ich Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności (DARPA). Amerykanie zaczęli inwestować w nowe technologie, gdy Związek Sowiecki wystrzelił Sputnika. „Przy okazji” wymyślili wiele innych rozwiązań, bez których dziś nie wyobrażamy sobie życia, jak przykładowo Internet czy telefony komórkowe.
Wiedza & etyka
Amerykanie wypracowali też ścisły związek między nauką i biznesem. Według Jeffrey'a Sachsa jest to możliwe, ponieważ uczelnie w USA mogą prowadzić projekty długoterminowe, wspierając w ten sposób firmy, które mają zdecydowanie krótszy horyzont celów. „Nie ma innowacji bez celów długofalowych” – powtarzał Sachs. I zachęcał polskie państwo, by inwestowało w swoje uczelnie.
W nowych czasach kluczowa staje się też współpraca. Internet daje globalne możliwości komunikacji i pozwala dużo szybciej rozwijać swój biznes, niż jeszcze kilkanaście lat temu. Każdy klient ma w kieszeni dostęp do zasobów całego świata. Wymaga to jednak zachowania szczególnej uczciwości w prowadzeniu biznesu. „Musimy połączyć wiedzę z etyką” – nawoływał Sachs.
Mówiąc o gospodarce światowej, wspominał też na EFNI wielokrotnie o Afryce – o potencjale tego kontynentu, ale także o biedzie i zagrożeniach demograficznych. Apelował do Europejczyków, by wsparli edukację afrykańskiej młodzieży. W ten sposób pomagają i im, i sobie. Pozostawiona bez pomocy Afryka może się już niedługo okazać kolejnym regionem wielkiej migracji i emigracji. I zburzyć wszelkie misternie przygotowywane modele gospodarki.
Akwizycja & branding
Największe światowe firmy rozglądają się na prawo i lewo, by zakupić obiecujące prototypy lub projekty w fazie wstępnej, tzw. start-upy. Globalne firmy innowacyjne nie skupiają się już na wypracowywaniu własnych rozwiązań innowacyjnych, ale kupowaniu takich właśnie obiecujących projektów. „To wielkie ostrzeżenie dla Polski – tłumaczył prof. Moncarz. - Aby stała się fabryką intelektualną, a nie kolonią intelektualną, trzeba zadbać o branding rozwiązań pochodzących z Polski". Sprzedaż polskiego wynalazku, patentu za granicę to za mało.
Tymczasem polskie przedsiębiorstwa nie potrafią wykorzystać swoich innowacyjnych możliwości ani w Europie, ani na globalnym rynku – wynika z zeszłorocznego raportu firmy Crido Taxand. Polacy stosunkowo rzadko zgłaszają swoje wynalazki poza granicami kraju, nie chroniąc w ten sposób swoich rozwiązań. Zgłoszenia patentowe w trybie PCT umożliwiają ochronę w 148 państwach (łącznie z USA, Japonią i Chinami), jednak z Polski pochodzi tylko 0,16 proc. globalnej liczby zgłoszeń w tym trybie. Prawie połowa polskich wniosków PCT pochodzi z instytucji akademickich i naukowych, a z firm - tylko 34 proc.
Na świecie ich udział we wnioskach PCT wynosi aż 84 proc. Pod tym względem Polska nienajlepiej wypada nawet na tle swoich sąsiadów o podobnym poziomie rozwoju. W przeliczeniu na milion  mieszkańców w zeszłym roku zanotowano w Polsce 8,68 zgłoszeń międzynarodowych, w Czechach - 19, a na Węgrzech – 16. Polska znalazła się na końcu listy razem z Rosją i Słowacją. Za nami jest tylko Ukraina z trzema zgłoszeniami i - ostatnia – Rumunia, gdzie na milion mieszkańców odnotowano mniej niż pół wniosku (0,4). W tym samym czasie najwięcej zgłoszeń odnotowano w Luksemburgu i w Szwajcarii, gdzie zgłoszono 543 wnioski na milion obywateli.
Nauka & współpraca
Jak przekonywała Sarah Drinkwater, szefowa campusu Google w Wielkiej Brytanii, oprócz nauki coraz ważniejsza w dzisiejszym świecie staje się także współpraca. Współpracując powinniśmy uwolnić swoje myślenie od naśladowania, a skoncentrować się na wynajdywaniu. Do tego wątku nawiązał m.in. obecny na panelu wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński. Jego zdaniem nie zawsze warto się ścigać ze światową czołówką. Czasami rozsądniejszym rozwiązaniem jest szukanie nisz. To teza, którą w kuluarowych rozmowach na EFNI można było usłyszeć niejednokrotnie. Często rozważali ją młodzi polscy informatycy.
Ale nieważne, ściganie czołówki czy szukanie nisz, i tak nic nie zmieni faktu, że – jak określiła to Sarah Drinkwater – pociąg pędzi bardzo szybko. A my wszyscy w nim siedzimy.
Maria Graczyk
Fot. PE